Silly Boyz In The Streetz
Poznali się dwa lata temu, na koncercie łódzkiego bandu Cool Kids of Death. Stwierdzili, że też chcą robić muzykę. Spotkali się następnego dnia na próbie w garażu. Pierwsze kawałki grali z komputerowym automatem perkusyjnym, pojawiały się różne osoby, potem odchodziły. Z czasem na stałe perkusję obsadziła Kaśka T.Muzykę robią głośną i skoczną. Bez fałszywej skromności przyznają, że lubią, gdy publiczność na nich koncentruje swoją uwagę, z czym że nie robią tego na siłę, ale mimowolnie, będąc po prostu sobą, wyrażając na występach siebie i swoje poglądy w różne sposoby. Nie wszystkim się to jednak podoba.- Była taka akcja na koncercie bluesowym, kiedy do Centrali Artystycznej weszła policja i wlepiła właścicielce klubu mandat za zbyt głośny hałas. - opowiadają. - Weszliśmy wtedy na scenę na poczekaniu wymyślając stosowny tekst i muzycznie to skrytykowaliśmy. Nie wszystkim się to podobało, zepsuliśmy klimat wieczoru, ale przecież nasze zachowanie wynikło z czegoś, to był bunt. A bunt to wolność. I zawsze tak jest - nie jesteśmy kontrowersyjni dla samej kontrowersji.